Rejs jachtem po Pacyfiku długo chodził mi już po głowie. Na mój debiut oceaniczny przypadł relatywnie spokojniejszy fragment Pacyfiku. Płyneliśmy z Palau na Papuę Zachodnią. W trakcie rejsu po drodze zatrzymaliśmy się na atolu Helen Reef, na którym nie ma stałych mieszkańców, są jedynie rangersi strzegący tego miejsca. Strażnicy zmieniają się na wyspie co około 6 miesięcy. Atol ten jest także miejscem zamieszkania licznej kolonii miejscowych ptaków, które dają o sobie znać od razu gdy postawimy stopę na wysepce. Nieopodal wyspy jest ładna rafa koralowa i to też było ciekawe doświadczenie móc pływać z rurką w takim odosobnionym miejscu. Tak odosobnionym, że z tego co nam strażnicy przekazali to w poprzednim roku tylko 4 jachty zawinęły na atol. A dostać się można tam jedynie drogą morską. Laguna otaczająca wyspę ma piękne błękitne kolory, straznicy wspominali ze wieczorami podczas przypływów po jednej stronie dośc często polują rekiny tygrysie.